Kategorie: Wszystkie | Brednie | Tłumoctwa
RSS
piątek, 12 grudnia 2008
Og(i)er
Dzisiejszy wpis adresowany jest pół na pół, do tłumacza i do lektora mojego ostatnio ulubionego obiektu krytyki - stacji AXN SciFi.
niedziela, 07 grudnia 2008
Jeszcze krótszy wpis o telewizji
Kochany tłumaczu! Wiem, że scenariusze TV to nie literatura, że "Star Trek: Enterprise" to serial marny, a "Ziemia: ostatnie starcie" jeszcze marniejszy, że SciFi Channel pewnie nie jest najlepszym pracodawcą świata, a nastoletni oglądacz i tak nie zwróci uwagi. Mimo to...
poniedziałek, 20 października 2008
Krótki wpis o imionach

Nie, nie będzie o idiotycznych imionach np. u Anne Bishop albo o Barakach & Burakach w fantasy. Będzie o czymś zupełnie innym: o Tłumaczu, Który Wie Lepiej.

Tłumacz zwykle wie lepiej, niż autor. Czasem, jednakowoż, może się zdarzyć, że Redaktor Wie Jeszcze Lepiej Niż Tłumacz. A o czym mowa? Ano, o używaniu imion bohaterów. 
Zakładam, że autorzy (albo scenarzyści, bo jeden z przykładów będzie z serialu TV) wiedzą, co robią. Wiedzą np., że jeżeli jeden z bohaterów zwraca się do drugiego zawsze pełnym imieniem i nazwiskiem, to to coś znaczy i jest istotnym elementem charakterystyki tegoż bohatera. Że kiedy bohater ukrywa przed jedną z postaci swoje prawdziwe imię, to znaczy, że ta postać nie ma prawa tego ukrytego imienia znać. I wiedzą, że jeżeli bohaterka (będąca zarazem punktem widzenia) myśli i mówi o sobie w 3 os. po nazwisku, a imienia pozwala uzywać tylko najbliższym, to jest to znaczące i ważne. Autorzy to wiedzą. Tłumacze i Redaktorzy mają w nosie. I to niby drobiazgi, a wkurzają.
Przykład 1. Zbigniew K. Królicki i Trylogia zimnego ognia; obiecałam, że będę się czepiać.
And now there was Andrys Tarrant. Here. In her world. Alive in the way the Hunter was not /.../
"A teraz pojawił się tu Andrys Tarrant. Tutaj. W jej świecie. Żywy, w przeciwieństwie do Geralda Tarranta /.../". I wszystko pięknie, bo The Hunter i Tarrant to ta sama osoba... tyle że mówiąca te słowa bohaterka (Narilka Lessing) tego nie wie. I nie ma prawa, na tym etapie akcji, wiedzieć, bo o tym, że Tarrant-prorok i demoniczny Łowca to ta sama osoba, wiedzą tylko Damien Vryce, Patriarcha i potomek Tarranta, Andrys. Innymi słowy, Tłumacz nie pomyślał, a polski czytelnik, jeżeli czyta bardzo uważnie, uzna Narilkę za wszechwiedzącą. Ale uwaga: może i ZKK jest niewinny... patrz punkt 3. 
Przykład 2. Tłumacz nieznany, Stargate SG-1, odcinek 7x03 Lifeboat; Kanał: AXN Sci-Fi. Transkrypt wg GateWorld. Scena na obcym statku, Teal'c, jedyny przytomny, znajduje swoich kolegów z drużyny, w omdleniu. Zwraca się do nich po kolei: TEAL'C: "O'Neill?" TEAL'C: "Major Carter?" TEAL'C: "Daniel Jackson?". Po polsku, mówi po kolei: "Pułkowniku O'Neill? Pani major? Danielu?" I o ile pułkownika i panią major można mu wybaczyć (zwłaszcza w przypadku "pani major"jest to wręcz najlepsze możliwe w tej sytuacji rozwiązanie), o tyle "Daniela" już nie. Dlaczego? Ano dlatego, że Teal'c akurat do niego konsekwentnie przez całe 10 sezonów zwraca się per "Daniel Jackson", a raczej, biorąc pod uwagę jego wymowę i intonację, "Danieljackson", a samego imienia używa tylko dwa razy, w The Broca Divide i Forever and a Day. I jest to znaczące dla jego charakterystyki i jako Obcego, nie do końca rozumiejącego ziemskie kody kulturowe, i jako wojownika, który kieruje się specyficznie pojmowanym kodeksem, w którym właściwa tytulatura stanowi istotny element. Na dodatek mówienie "Danieljackson" jest niezwykle charakterystycznym manieryzmem Teal'ca, wielokrotnie komentowanym przez fanów i podchwyconym w setkach fanfików. No ale tłumacz nie zwrócił uwagi.
Przykład 3. Trace (Ślad) Patricii Cornwell, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa [rok nieznany]. Tłumaczyła Agnieszka Fulińska - ale z tego co mi wiadomo, akurat w tym przypadku tłumaczka miała mało do powiedzenia w kwestii wprowadzonych przez redaktora zmian. Główna bohaterka, dr Kay Scarpetta, mysli i mówi o sobie per "Dr. Scarpetta" albo "Scarpetta", a jej imienia używają tylko najbliżsi; co więcej, kiedy użyje go ktoś nieuprawniony, Scarpetta czuje się upokorzona i zraniona. Dlaczego więc w polskim wydaniu, np. na s. 151, 35, 34, 49, 76, 265 - że wymienię tylko kilka - Scarpetta, która jest zarazem punktem widzenia w narracji, mówi o sobie per 'Kay'? Ano dlatego, że tak Redakcji brzmiało ładniej - ze słów tłumaczki wynika, że poprawiono to "odgórnie" i nie dano jej możliwości wypowiedzenia się w tej sprawie. Czemu? Bo 'Kay' brzmi ładniej niż 'Scarpetta'?

piątek, 23 maja 2008
Obiecałeś, a nie dałeś...
...tłumaczu "Trylogii zimnego ognia"....
czwartek, 17 kwietnia 2008
Imperium bełkotu - część pierwsza
Z przerażeniem dostrzegliśmy na stoiskach Empiku wznowienie książki, której przyznaliśmy zaszczytny tytuł "The Worst of World Fantasy & Science Fiction" w roku 2003/04 - Imperium mrówek niejakiego Bernarda Werbera. W związku z tym w tempie ekspresowym (zanim kolejna fala ufnych, niczego niepodejrzewających czytelników zmarnuje pieniądze na tę książkę, reklamowaną m. in. takimi oto słowy: "Werber w mistrzowski sposób wplótł w fabułę swojej powieści fascynujące teorie naukowe oraz rozważania filozoficzne na temat ludzkich społeczeństw. Nic dziwnego, że czytelnicy na całym świecie oszaleli na punkcie jego książek.") przenosimy tu całe dossier tego wątpliwego arcydzieła (w kilku odsłonach, ponieważ edytor powiedział, że tekst za długi).
środa, 16 kwietnia 2008
Good Omens a la polonaise
Czyli to, od czego się to wszystko zaczęło - wysoce frustrujące tłumaczenie jednej z naszych ulubionych książek czyli oczywiście Dobrego omenu duetu Neil Gaiman i Terry Pratchett (od razu uprzedzamy przy okazji, że z tej dwójki przepadamy za Mr. G. a nie Mr. P.). Ubaw przy lekturze polskiej wersji był porównywalny z lekturą oryginału - tyle że z nieco innych powodów. A potem strach nas ogarnął, śmiech pusty, litość i trwoga i tak powstały GoodOmens.
Na początku...
... była poświęcona fantastycznym absurdom strona http://goodomens.fantastyka.art.pl ale jakoś niezbyt wychodziło jej aktualizowanie, bo zajmowało sporo czasu - zredagowanie wpisów, przerobienie ich na html, wrzucenie na serwer itd. Dlatego diabelską sztuczką postanowiliśmy przenieść się z tropicielską działalnością do blogosfery. Powolutku będziemy tu przenosić zawartość tej wysoce nieaktualnej witryny, a także dodawać nowe smakowite kąski.